Dłubię sobie durnostojki i durnowisiorki przez pół miesiąca, żeby oko cieszyć raptem tydzień. :(
Ale powiedzmy sobie szczerze - co nie jest pisanką może stać przez całą wiosnę :P
I tym sposobem moje zielone kury filcowe i coś co było jajem zanim nie dostało filcu będzie wisieć i wisieć.
Teraz Wam tego nie wrzucę bo mi gałązki jabłoni przekwitły, ale jak tylko doniosę gałązki pigwy... a daaaleeekoooo maaam :hihi: aż z ogródka za domem.... to pochwalę się.
Dzisiaj jeszcze wspomnienie wielkanocy z pisankami.
Oj nadziubdziałam się przy tym zajączku, oojjjj.
Kto zgadnie ile wysokości ma kurczaczek?
A to są moje pierwsze jaja.
No nie do końca "moje" bo styropianowe.
Tak sobie pomyślałam, że pisanki nie muszą być koniecznie z zajączkami i pisklakami.
A to zwykłe - tradycyjne pisanki.
Robione woskiem i barwione.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz