Wielu z Was jedzie gdzieś w świat, do hoteli.
My pojechaliśmy z namiotem na wieś.
11 dni, a zdjęć tyle, że ciężko wybrać.
Postanowiłam dzisiaj wyskrobać dwa wpisy.
Jeden będzie o miejscu, gdzie byliśmy, a ten......
Ten będzie o najliczniejszej rzeszy osobników mieszkających w miejscu gdzie byliśmy.
A są nimi.... krówki!!!!
Nie takie jak znamy z naszego dzieciństwa - czarno-białe, ale biało-brązowe.
Miejsce specjalizuje się w hodowli tego gatunku.
Mają mleczne krowy i jałówki, roczne i i takie już zacielone, krowy ciężarne i po ocieleniu.
Są byczki i stare byki rozpłodowe, cielaczki w oborze dla cielaczków i takie kilkudniowe w specjalnym żłobku.
Jednym słowem - krowy są wszędzie i są niesamowite.
Jedne stoją spokojnie, inne brykają i się kłócą przy żłobie.
Gdzie jałówki są nieufne, krowy mleczne podchodzą do ludzi.
Cielaczki jedne łobuzują inne są pieszczochami spragnionymi głaskania i przytulania.
Byki mają najmniej ciekawe życie bo muszą być przypięte łańcuchami w boksach. Jednak widząc ich masę (do 800 kg) nie dziwię się. Wiadomo co by się tam działo, gdyby chodziły luzem.
Zresztą miałam też przeżycie pełne strachu.
Pewnego późnego wieczorka poszłam się przejść po gospodarstwie. Tak na dobranoc.
Generalnie było już ciemno, lampy 3 jakie były na noc zapalane świeciły w najbardziej oczywiste miejsca.
Idę ci ja sobie spokojnie..... wychodzę zza węgła, a tu z drzwi obory byków wyłazi coś!!!!
Po ciemku nie było widać czy to krowa jakoś wyszła i poszła w odwiedziny to chłopaków czy to byk się wypiął.
Po ciemku tez nie było widać jakie duże jest to coś!!!
Na wszelki wypadek zadzwoniłam do gospodarza z obawą, żeby ten jegomość byk nie poszedł sobie tam gdzie stacjonowaliśmy z naszym namiotem.
Na szczęście okazało się, że to wcale nie taki wielki jegomość, ale faktycznie byk i faktycznie się wypiął.
A jak już wspominałam posty będą dwa to w tym zdjęcia krówek :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz